Mięciel wrócił i już strzela bramki, Grzelak lada moment też będzie
Hubert Zdankiewicz
2009-11-16 08:06:06
,
Aktualizacja
2009-11-16 08:07:13
Cztery dni - tyle zostało do kolejnego hitu rundy jesiennej. To nie żart, z punktu widzenia kibiców i piłkarzy Legii derby Warszawy nie ustępują znacząco prestiżem meczom z Wisłą Kraków czy Lechem Poznań. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że Polonia Warszawa spisuje się w tym sezonie gorzej niż źle, za co w dużej mierze odpowiada jej zmieniający trenerów jak rękawiczki właściciel.
Derby to jednak derby, a ewentualne zwycięstwo piłkarzy Jana Urbana ucieszy chyba nawet najbardziej radykalnych przeciwników właścicieli klubu skupionych wokół wyrzuconego ostatnio za bezmyślność i chamstwo tzw. Starucha.
W Polonii najlepsze wrażenie robi na razie jej nowy trener - słynny przed laty piłkarz Barcelony Jose Mari Bakero. Hiszpan zdążył już nawet poprowadzić w niedzielę pierwszy trening Czarnych Koszul. Nawet jeśli ostatnie doniesienia z Łazienkowskiej 3 nie napawały optymizmem, Legia jest murowanym faworytem.
Najgorszymi wiadomościami były te o kontuzjach Piotra Gizy i Takesure'a Chinyamy. Pierwszy na pewno nie zagra w piątek, niewielkie są szanse, że w ogóle zobaczymy go na boisku w tym roku. Sam zainteresowany ma jednak nadzieję, że uda mu się wrócić na grudniowe spotkanie z Arką Gdynia.
- Początkowo myśleliśmy, że to tylko stłuczenie. Niestety, Piotrek ma złamane żebro, a to kontuzja, której nie da się wyleczyć w dwa tygodnie - tłumaczy drugi trener stołecznej drużyny Jacek Magiera.
Uraz to efekt starcia Gizy z Piotrem Brożkiem w 10. min spotkania z Wisłą Kraków
- Wpadł na mnie, gdy składałem się do strzału. Jakoś dotrwałem do końca, ale teraz nie jest za dobrze. Nie mogę nawet kichnąć - przyznawał piłkarz na łamach "Przeglądu Sportowego".
Niewiele lepiej wygląda sytuacja Chinyamy. Napastnik z Zimbabwe zagrał co prawda przeciwko Wiśle i asystował nawet przy bramce Miroslava Radovicia. Po meczu okazało się jednak, że wróciły stare problemy z kolanem. Wiele wskazuje na to, że czeka go kolejna operacja (pierwszą przeszedł w czerwcu).
- Na dziś jest nie do gry, ale zostało jeszcze kilka dni, więc może coś się zmieni na lepsze - mówi Magiera.