Znaleźć szczęście w dziecięcej wiosce

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce poszukuje opiekunów. Szansę mają nie tylko samotne kobiety, ale też małżeństwa. Kandydaci na zastępczych rodziców powinni mieć wykształcenie pedagogiczne, no i oczywiście muszą kochać ...

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce poszukuje opiekunów. Szansę mają nie tylko samotne kobiety, ale też małżeństwa. Kandydaci na zastępczych rodziców powinni mieć wykształcenie pedagogiczne, no i oczywiście muszą kochać dzieci. To jest warunek bezwzględny.

Pobudka o 6.30. Wspólne śniadanie. Później starsze dzieci idą do szkoły. Młodsze zostają w domu i bawią się z ciocią. Dalej odrabianie lekcji, rozmowy o życiu przy kuchennym stole, kolacja i wspólne czytanie bajek na dobranoc. Tak wygląda dzień w siedleckiej wiosce dziecięcej. Jest to niepubliczna, rodzinna placówka opieki nad osieroconymi i opuszczonymi dziećmi. Prowadzi ją stowarzyszenie SOS
Wioski Dziecięce w Polsce, które jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Kinderdorf International. W Polsce działają cztery wioski – w Biłgoraju, Kraśniku, Karlinie i Siedlcach, gdzie
obecnie przebywa 75 dzieci.
∨ Czytaj dalej

Wraz z przybranymi mamami mieszkają w 12 domkach. Każda rodzina prowadzi samodzielne życie. Nikt nie narzuca jej planu dnia czy sposobu spędzania wolnego czasu. Nikt nikomu nie zagląda do talerza.

Siedlecka wioska nie jest placówką zamkniętą. To osiedle domków jednorodzinnych. Na jego terenie znajdują się place zabaw, boiska. Dzieci chodzą do publicznych przedszkoli i szkół. Młodsze są dowożone. Starsze mają wykupione bilety miesięczne i dojeżdżają do szkół same. Chodzi o to, by uczyły się samodzielności, życia w świecie poza wioską.

– Większość dzieci trafia do nas z placówek opiekuńczo-wychowawczych – mówi Jan Michalik, dyrektor siedleckiej wioski. – Te dzieci często mają za sobą traumatyczne przeżycia związane z alkoholizmem
rodziców czy przemocą. W naszej wiosce są takie same problemy jak w innych rodzinach. Bywają dzieci trudne, czasem kilkoro w jednej rodzinie, ale staramy się im pomagać i wspólnie sobie z tym radzić – podkreśla.

Praca opiekuna w dziecięcej wiosce nie jest łatwa. Jednak ci, którzy zdecydowali się zostać zawodowym tatą i zawodową mamą, nie żałują. Małgorzata Kowalska pracuje w siedleckiej wiosce od sześciu lat. Najpierw była asystentką wychowawcy, tzw. ciocią. Rok temu zdecydowała, że chce zostać Mamą SOS. Przeszła pomyślnie kwalifikacje i porzuciła rodzinny Maków k. Skierniewic, by wychowywać obce dzieci. Rodzice Małgorzaty byli na początku sceptycznie nastawieni do jej decyzji. Teraz, kiedy córka przyjeżdża z przyszywanymi dziećmi do Makowa, pomagają jej w wychowywaniu rozkrzyczanej gromadki.

– Czasami bywa trudno, bo do wioski trafiają dzieci porzucone i niechciane, poobijane fizycznie i uczuciowo, nieufne, nieszczęśliwe – mówi Małgorzata. Jej przyszywane dzieci mówią do niej "ciociu". Nie zmusza ich do czułości, tylko cierpliwie czeka, aż same zechcą się przed nią otworzyć.
Jednakże wśród opiekunów zdarzają się osoby, które nie radzą sobie z problemami, jakie niesie za sobą wychowywanie dzieci i rezygnują. Właśnie dlatego stowarzyszenie podczas weryfikacji kandydatów wybiera ludzi, którzy potrafią się zmierzyć z trudnymi sytuacjami i trudnymi dziećmi. Przede
wszystkim takich, którzy zechcą te dzieci pokochać i pomogą im znaleźć szczęście. Ważne jest też wykształcenie pedagogiczne. Opiekunami mogą zostać kobiety w wieku 30–40 lat, a także małżeństwa. Jeśli pomyślnie przejdą testy i szkolenia, otrzymają umowę na etat, ubezpieczenie, miesięczne wynagrodzenie za swoją pracę. Opiekunowie mają prawo do urlopów – aby odpocząć, wyjeżdżają na nie bez dzieci. Korzystają z wolnych dni. Mają ciągłe wsparcie pedagogów i psychologów. W przypadku
małżeństw tylko jedno z małżonków jest zatrudnione na podstawie umowy o pracę w wiosce. Drugie pracuje poza nią. Otrzymuje jednak wynagrodzenie na podstawie odrębnej umowy-zlecenia za opiekę nad domem i dziećmi.

– Przy gromadce dzieci jest sporo pracy, ale wbrew potocznym opiniom mam czas na studia, czytanie książek czy malowanie – twierdzi Kowalska. W pracach domowych i opiece nad dziećmi pomagają jej Ciocie i Wujkowie SOS. Uczestniczą w życiu rodziny, a podczas urlopu Mamy SOS mieszkają z dziećmi w domu. Siedlecka wioska duży nacisk kładzie na kontakt i pracę z rodzicami biologicznymi.

– Często odwiedzają dzieci w wiosce i wtedy również pomagają rodzicom zastępczym w wychowywaniu dzieci – mówi dyrektor Michalik. – Naszym największym sukcesem jest powrót dziecka do naturalnej
rodziny – podkreśla.

Praca opiekuna w wiosce nie jest łatwa, ale ci, którzy zdecydowali się na jej podjęcie, nie żałują tego. Bo twierdzą, że nie ma nic piękniejszego niż uśmiech dziecka.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij